Nie mogliśmy się z mężem doczekać, kiedy nasz synek będzie na tyle duży, żeby zagrać z nami w jakąś planszówkę. Jesteśmy bowiem fanami tego typu gier. Chociaż muszę przyznać, że nie zawsze tak było. Kiedyś uważałam, że… PLANSZÓWKI SĄ DLA NUDZIARZY! Było tak, ponieważ znałam niewiele gier planszowych i większość z nich była po prostu nudna. Lubiłam grać w Scrabble, gdyż trzeba było się trochę wysilić i wykazać, aby zwyciężyć. Eurobiznes też nie był zły – chociaż jak dla mnie, za bardzo losowy. Bo w całej mojej niechęci do planszówek, chodziło o tę właśnie losowość. Większość gier, które znałam, polegała na tym, że rzucało się kostką. Kto miał szczęście, ten wygrywał. Co to za radość z wygranej, kiedy zawdzięczamy ją ślepemu losowi? Z drugiej strony, strasznie irytująca jest porażka, która wynika tylko z tego, że nie sprzyjało nam szczęście w rzutach.

  • Trudne, mroczne początki

Kiedy poznałam mojego męża, okazało się, że jednym z jego wielu zainteresowań są gry planszowe i różnego rodzaju karcianki. Cóż, nie ma ludzi bez wad – pomyślałam i przeszłam nad tym do porządku dziennego. Jakiś czas później pojechaliśmy na weekend do znajomych mojego (wtedy-jeszcze-nie) męża. Było miło i sympatycznie, aż tu nagle, wieczorem, gospodarze wyciągają jakąś grę, w mrocznie prezentującym się pudełku. Przeczytałam tytuł: Gra o Tron. Wtedy nic mi to nie mówiło. Nie znałam książki, na bazie której opierała się gra, a było to długo przed powstaniem słynnego serialu o tym tytule. Mojemu mężowi zaświeciły się oczy, a ja kombinowałam, jak tu się wymigać. Grzecznie powiedziałam: Chętnie POPATRZĘ, jak gracie. Byłam jednak chyba za mało asertywna, bo chwilę później przede mną leżał mój zestaw startowy do gry. Nie uwierzycie… wciągnęło mnie! Spodobało mi się, że trzeba myśleć strategicznie, planować i przewidywać. Naprawdę świetnie się bawiłam. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z planszówkami. Potem potoczyło się lawinowo, a nasza szafa zapełniała się kolejnymi grami. Było tego naprawdę sporo, ale to temat na osobny wpis.

Witaj w świecie Pięknych Rzeczy. Podoba Ci się tutaj? Polub proszę nasz profil na Facebooku, aby być z nami w kontakcie. Zachęcam Cię także do zostawienia komentarza pod artykułem! :)

Czas wrócić do tematu. Jak wspominałam, nie mogliśmy się doczekać, kiedy synek zacznie nam towarzyszyć przy planszówkach. Kiedy skończył 3,5 roku, zdecydowaliśmy, że to świetny czas na pierwszą grę. Postanowiliśmy mu najpierw kupić najprostszą grę, opartą na rzutach kostką. Tak, tak, dobrze zauważyliście, jest to dokładnie to, na co narzekałam na początku wpisu. Jednak uważam, że jest to najlepszy sposób na zapoznanie dziecka z podstawową mechaniką gry. Kupiliśmy prostą wersję Grzybobrania. Zapłaciliśmy kilkanaście złotych, więc zdecydowanie było warto. Gra polega na tym, że rzucamy kostką i przemierzamy leśną trasę, zbierając po drodze grzybki do kolorowych wiaderek. Czasem przydarza się jakaś przygoda, ze spotkanym w lesie zwierzątkiem. Nasz synek momentalnie załapał zasady i był zachwycony grą.

  • Kotek Psotek. Rewelacyjna gra rodzinna

W końcu przechodzę do meritum. Kolejna planszówka, którą kupiliśmy naszemu przedszkolakowi, to Kotek Psotek. Szczerze polecam tę grę dla maluchów. Moim zdaniem jest fantastyczna.

Gra Planszowa Kotek Psotek

  • Atrakcyjny wygląd. Zacznę od tego, że jest bardzo ładnie wydana. Figurki zwierzątek wyglądają sympatycznie, co zachęca do gry. Doceniam też pomysł z trójwymiarowym drzewem po środku planszy, gdzie znajdują się kryjówki uciekających zwierzątek.
  • Fabuła dla przedszkolaka. Fabularnie, gra jest dostosowana do dzieci w wieku przedszkolnym. Jest kotek, który próbuje złapać myszkę, ptaszka i wiewiórkę. Kotek porusza się dużo szybciej niż pozostałe zwierzątka, ale na szczęście, kiedy sytuacja staje się kryzysowa, można zwabić go z powrotem do domu (na pole startowe) za pomocą kocich przysmaków. Nasz synek podczas gry, sam zaczął odgrywać scenki, urozmaicając rozgrywkę dialogami typu: Uciekajcie, jestem już blisko, O nie, kotek nas dogoni, biegnijmy szybciej, Co ja czuję, czy to kocimiętka? Biegnę do domku.
  • Nikt nie przegrywa Kolejna rzecz, która bardzo mi się podoba, to brak rywalizacji. Jest to typowa gra kooperacyjna. Uczestnicy mają jedno zadanie: muszą pomóc zwierzątkom dotrzeć do ich domków tak, aby uniknąć spotkania z kotkiem. Podczas ruchu każdego z graczy, można się wspólnie zastanawiać nad dalszą strategią i razem podejmować decyzje. Dzięki tym podpowiedziom, dziecko uczy się przewidywać, co się dalej wydarzy i planować kolejne ruchy.

Na zakończenie, pozostaje jeszcze kwestia ceny Kotka Psotka. Poniżej, zamieszczam bezpośrednie odnośniki także do pozostałych gier, o których wspominałam w tekście. Odnośniki przekierowują na Ceneo, gdzie można sprawdzić cenę oraz porównać oferty sklepów:

Zapraszam też na recenzję innej, świetnej gry, która sprawdza się w każdym towarzystwie: Wsiąść do Pociągu: Europa