Teksty, które na pewno usłyszysz przy świątecznym stole

Home/Zasłyszane przez Mamę/Teksty, które na pewno usłyszysz przy świątecznym stole

Te teksty to już tradycja! Słyszeliśmy je w dzieciństwie. I niezależnie od tego, czy je lubiliśmy, czy nie, to i tak teraz, jako dorośli powtarzamy je mniej lub bardziej świadomie. Nie lubię emotikonek w tekstach, więc z góry zaznaczam, że czytamy wpis z przymrużonym okiem! Lista jest otwarta i liczę, że dopiszecie swoje typy w komentarzach. Zaczynamy od niewinnego:

  • No przywitaj się z ciocią!

No jak to, nie pamiętasz cioci? Daj buziaka! To właśnie słyszą te bardziej nieśmiałe dzieci, które chowają się za rodzicami, widząc tłumy nowych twarzy… Jakich nowych? Przecież to ciocia Iwonka, wujek Staszek, kuzynka Mariola… Tak, ale prawdopodobnie dziecko widziało ich ostatnio w zeszłe święta i kompletnie nie poznaje. Miało być tak pięknie. Rodzice opowiadali o choince i prezentach, a tu trzeba obściskiwać nieznajomych ludzi. Oczywiście, po godzinie zabawy z ciocią Mariolą, okazuje się, że jest ona najlepsza na świecie i dziecko nie chce schodzić jej z kolan. Ale jednak pierwsze chwile bywają trudne.

  • To ile jest tych potraw? A chleb się liczy?

Tradycja mówi, że potraw powinno być 12 – ale nie mówi, jak je liczyć. Liczenie staje się ważne nie tylko dla samego faktu podtrzymania zwyczaju, ale również dlatego, że rodzice, w trosce o swoich małych niejadków utrzymują, iż Mikołaj przychodzi dopiero, gdy spróbuje się wszystkich 12 potraw. Tu właśnie zaczyna się przeciąganie liny. Dzieci, nie mogąc doczekać się prezentów, zaczynają kombinować i stwierdzają, że uszka, barszcz i pływające w nim grzybki to trzy osobne potrawy. Natomiast dorośli, którzy jak zwykle przygotowali wszystkiego za dużo, starają się tak połączyć dania, żeby z dwudziestu pięciu półmisków lezących na stole wyszła tradycyjna liczba 12. Ciekawa jestem, kto kiedykolwiek doliczył się, ile jest tych potraw.

  • Nie nakładaj mi dużo, bo się odchudzam.

Standardowy tekst w wykonaniu kobiet. Zaczynamy się odchudzać w styczniu w myśl zasady „Nowy Rok – nowa ja”, ale na drodze staje nam karnawał, Tłusty Czwartek i Ostatki. Żałujemy, że kupiłyśmy kwartalny karnet na siłownię, bo chodziłyśmy na nią tylko przez dwa tygodnie w styczniu. Jednakże kwiecień i maj niosą nowe nadzieje. Jest bowiem wtedy jeszcze szansa, żeby wyrzeźbić ciało na wakacje. Niestety, zaczyna się robić ciepło, trzeba się ochładzać lodami i kalorycznymi kawami mrożonymi… Misja bikini również okazuje się niewypałem. Potem nadchodzą jesienne depresje, które trzeba zajeść ciastkami i zapić gorącą czekoladą. I tak właśnie mija rok, kiedy uświadamiamy sobie, że znowu się nie zmieścimy w wymarzoną kieckę na Sylwestra, więc dieta w święta jest naszą ostatnią deską ratunku.

Atmosfera Świąt

  • Życzę Ci żebyś był grzeczny(a).

Czy na pewno właśnie tego życzysz dziecku? Powiem krótko: ono ma inne marzenia!

  • I żeby rodzina Wam się powiększyła!

Tu mamy różne warianty: Żebyście się w końcu doczekali potomka! / No to teraz życzę Wam drugiego do pary! / Żeby w końcu była córcia, przecież do trzech razy sztuka! Te życzenia są miłe, jeśli są wypowiadane z życzliwością. Jednak nierzadko denerwują one adresatów. Jeśli chcesz wiedzieć, czego jeszcze lepiej nie mówić przy młodych rodzicach, zajrzyj tu: Jak zdenerwować młodą mamę – poznaj niezawodne sposoby. W wydaniu dla singli te życzenia brzmią: No żebyś sobie w końcu kogoś znalazła! / Żebyś się w końcu ustatkował!

  • Widziałem Mikołaja. Wszedł przez okno i zostawił prezenty.

Klasyk. Dorośli wysyłają dzieci do innego pokoju, żeby wypatrywały pierwszej gwiazdki lub sań Świętego Mikołaja. Jakoś dziwnym trafem okazuje się zawsze, że właśnie wtedy, ten spryciarz wchodzi oknem w salonie, zostawia prezenty i bardzo się spieszy.

  • Dlaczego Mikołaj jest podobny do wujka?

I ma taki sam głos? Bywa i tak, że Mikołaj ma jednak bardzo dużo czasu. Przychodzi, siada, każe wszystkim śpiewać piosenki lub mówić wierszyki. A przy tym zaśmiewa się jak wujek Staszek. Wiecie, ten największy, rodzinny śmieszek.

Atmosfera Świąt

  • Święta, święta i po świętach.

Te słowa zawsze najbardziej mnie denerwowały w dzieciństwie. Kompletnie nie rozumiałam, po co dorośli to w kółko powtarzają 26 grudnia od samego rana, w wyjątkowo ponury sposób, wzdychając ciężko. Przecież przed nami jeszcze cały tydzień zabawy prezentami znalezionymi pod choinką, a później Sylwester i oglądanie fajerwerków. Niestety, potem dorosłam i okazało się, że 27 grudnia trzeba iść do pracy. Mimo senności spowodowanej przez makowiec i ogólnej ociężałości spowodowanej przez pierogi (nie wiem, czy wspomniałam, ale postanowienie z podpunktu: „Nie nakładaj mi dużo, bo się odchudzam” zawsze bardzo rozmija się z rzeczywistością). Właśnie wtedy, gdzieś w okolicach trzydziestki, ugryzłam się w język, wypowiadając ten jakże przygnębiająco prawdziwy slogan: Święta, święta… i po świętach…

  • I tak to właśnie jest…

Ten tekst się świetnie sprawdza, gdy po jakiejś opowieści nastanie niezręczna cisza. Albo na podsumowanie świąt. No właśnie. Nic dodać nic ująć. Tak to właśnie jest!

Zdjęcia: Pixabay.com/CC0

Podoba Ci się mój blog? Polub Piękne Rzeczy na FB!