Misie z Handmade.cafe oczarowały mnie od pierwszego wejrzenia, dlatego zaprosiłam ich Autorkę, panią Anię Zdun, do zaprezentowania swoich prac na naszym blogu i poprosiłam, aby opowiedziała co nieco o swojej pasji. Historia, którą przedstawiła mi Pani Ania jest wciągająca i inspirująca. Ujęło mnie szczególnie to, jak nasze własne dzieci potrafią zainspirować nas-dorosłych, aby wrócić do dawnych pasji i jednocześnie spełnić marzenia z własnego dzieciństwa. Zapraszam do lektury!

Odkąd pamiętam, zawsze robiłam różne rzeczy mniej lub bardziej związane z rękodziełem – mówi Pani Ania. Już jako kilkuletnia dziewczynka szyłam z za małych skarpetek ubranka dla lalek, haftowałam serwetki. Przygoda z szydełkiem zaczęła się jeszcze w przedszkolu, kiedy to moja przyjaciółka Paulina dostała od mamy zrobione na szydełku ubranko dla lalki Agaty (polski odpowiednik Barbie). Jako, że również byłam posiadaczką takiej lali, zapragnęłam mieć dla niej taką samą sukienkę. Poprosiłam mamę o wydzierganie podobnej, ale moja wciąż zajęta pracą rodzicielka uznała, że najlepiej będzie, jak sama taką wydziergam i przy okazji posiądę tajemną wiedzę na temat słupków, półsłupków i oczek łańcuszka. Sukienki wtedy nie dałam rady zrobić, ale powstał jakiś kapelusz, torba, spódniczka, kilka poduszek i kocyków. Na tym moja przygoda z szydełkiem na kilka lat się skończyła.

W podstawówce próbowałam sił z drutami – niestety z marnym skutkiem. Robiłam witraże, trochę rysowałam. Jakoś na początku liceum znalazłam w starej Burdzie zdjęcia ażurowego sweterka zrobionego na szydełku, wraz z pełnym opisem i wzorami. Sweter po wielkich bólach i kilku paromiesięcznych przerwach zrobiłam i przez następnych kilka lat dumnie nosiłam. Po sweterku przyszła kolej na obrazki wyszywane krzyżykami, gipsowe magnesy na lodówkę i decoupage.

Do szydełka wróciłam jakieś półtora roku temu za sprawą mojej córeczki. Któregoś dnia Zosia poprosiła mnie, abym uszyła jej ubranko dla Barbie. Zaczęłam szukać w Internecie inspiracji i tak trafiłam na sukienkę w stylu tej, którą miała Paulina dla Agaty… Pomyślałam, że czas spełnić dziecięce marzenie o szydełkowej sukience dla lalki i tak powstały… trzy sukienki, kapelusz, torebka, bluzka i dwie spódniczki. Następnie wydziergałam kilka czapek dla dzieci – moich, mojego brata i innych maluchów z rodziny, aż w końcu przyszedł czas na poważne wyzwanie – zrobiłam lalkę dla Zosi! Od tamtej pory stałam się szydełkomaniaczką absolutną.

Po lalce zaczęłam wyszukiwać wzory na inne zabawki szydełkowe. W tamtym czasie moja córeczka była zafascynowana bajką Roztańczona Angelina i bardzo chciała mieć podobiznę Angeliny na własność. Szukając maskotki w internecie natknęłam się na płatny wzór szydełkowy na śliczną myszkę. Czym prędzej nabyłam wzór, następnie wyszukałam odpowiednie włóczki i kilka wieczorów później Zosia stała się posiadaczką myszki – baletnicy. Nieskromnie powiem, że myszka wyszła świetnie (zwłaszcza, że była to dopiero druga maskotka mojej „produkcji”) i wszystkim bardzo się podobała – i podoba się do dziś. Jakiś czas później robiłam taką samą dla córeczki mojej koleżanki z pracy. Teraz tworzę aż trzy nowe Angeliny.

Po myszce zabawki posypały się już lawinowo – robiłam grzechotki, aniołka, całą serię słoników, którymi moje dzieci obdarowały panie ze swojego przedszkola, żabki (które jeszcze nie doczekały się zdjęć), laleczki, jajka wielkanocne, serduszka i gwiazdki na choinkę. Najbardziej jednak wdzięczne są dla mnie misie, które pokochałam i które robię już po prostu mechanicznie i w każdej wolnej chwili, bo przepis na nie mam w głowie.

Najbardziej zaś zabawną rzeczą, którą robiłam była świnka. Zamówił ją u mnie mój wieloletni przyjaciel. Dostałam zdjęcie oraz szczegółowe instrukcje co ta świnka musi mieć koniecznie, tj. wrotki, diadem, koniczynę, arbuza, podkowę i dwie literki. Ostatecznie w procesie produkcji, który trwał zaledwie chwilę (bo to było zlecenie na przedwczoraj) z braku czasu zrezygnowaliśmy z podkowy i literek. Ze świnki jestem podwójnie dumna – po pierwsze jest śliczna, po drugie było to pierwsze wyzwanie zrealizowane bez użycia gotowego wzoru.

Moje prace powstają w zasadzie przy okazji, ponieważ pracuję na etacie i mam dwoje dzieci, więc nie mam zbyt dużo czasu na tworzenie zabawek. Mimo wszystko każdą wolną chwilę wykorzystuję na szydełkowanie, bo zwyczajnie mnie to odpręża i pozwala odpocząć po ciężkim dniu. Niektórzy pytają kiedy mam czas na szydełkowanie. W zasadzie sama się nad tym często zastanawiam, ale ja już tak mam, że nie lubię siedzieć bezczynnie, więc kiedy np. mam ochotę obejrzeć jakiś film, to biorę szydełko do ręki. Czasem mój mąż śmieje się, że zachowuję się jak moherowa babcia, bo zdarza mi się zabierać szydełko i włóczkę kiedy jedziemy np. na obiad do rodziców. Ale prawda jest taka, że przy poobiedniej kawie powstaje np. głowa misia.

Moje maskotki są wykonane w znakomitej większości z bawełny, często organicznej. Używam też bezpiecznych oczek, co daje gwarancję, że dziecko ich nie wyrwie i nie połknie.

Dziękuję pani Ani za tę wciągającą opowieść. Szczególną inspiracją jest dla mnie to, że jeśli naprawdę kocha się swoją pasję to mimo natłoku obowiązków znajduje się na nią czas.

Autorka Maskotek: Anna Zdun: Handmade.cafe
Autor zdjęć: Marcin Zdun: ovn.town