Kiedy cztery lata temu kompletowałam wyprawkę dla mojego synka, byłam całkowicie zielona w temacie ubranek i akcesoriów dla dzieci. Nie odróżniałam śpioszków od pajacyka. A już takie rzeczy jak różnice między body zwykłym, wiązanym i kopertowym to był kosmos. Na szczęście, z pomocą przyszedł Internet, dzięki któremu trochę zaczęłam się orientować w temacie. Kolekcjonowałam artykuły z wytycznymi odnośnie najpotrzebniejszych, wyprawkowych rzeczy i po każdych zakupach odhaczałam kolejne pozycje z listy. Mimo wszystko jednak miałam wrażenie, że robię to po omacku.

  • Czas weryfikacji

Kupowałam ubranka w rozmiarach 56, 62 i 68, bo nie wiedziałam jak duże urodzi się dziecko. Okazało się, że ciuszki te wystarczyły mi na 3 pierwsze miesiące. Był to czas weryfikacji – co jest wygodne i praktyczne, a co się kompletnie nie nadaje. Do dzisiaj nie wiem, jak to możliwe, że kupiłam pajacyka z zapięciem z tyłu! Przecież to strasznie niewygodne dla leżącego na plecach maluszka. Nabierałam doświadczenia przez pierwszy kwartał i potem już dokładnie wiedziałam jakie rzeczy kupować. Powoli też wyłaniały się moje ulubione marki odzieżowe dla dzieci. Oto one. Nie jest to jednakże post sponsorowany (a szkoda :) ).

  • Pinokio

Polski producent – fajna, rodzinna firma, z ogromnym wyczuciem w kwestii nowych trendów w modzie. Z każdą kolekcją jestem coraz bardziej zachwycona ich ubrankami. Po prostu mają w sobie to coś – bardzo fajne wzory i kroje, które świetnie leżą na maluszkach. Wszystko jest naprawdę dobrze przemyślane. Pinokio szyje głównie ubranka dla dzieci w wieku 0 – 3 lata. Niestety, najszersza oferta skierowana jest dla niemowlaków, więc żałuję, że poznałam tę firmę dość późno – jak mój synek miał 9 miesięcy. Zdążyliśmy jednak kupić kilka bodziaków, bluzek i spodni. Uważam, że bardzo dobrze się noszą. Najbardziej polubiłam spodnie tej firmy (mieliśmy kilka różnych par), gdyż świetnie leżą, są wygodne, a gumeczki w pasie nie uciskają – ale też utrzymują ubranko na miejscu. Jeśli chodzi o pranie, tu również wygrały spodnie, które cały czas wyglądały jak nowe. Nie kulkowały się, zachowywały kolor.

Pozostałe ubranka również oceniam dość wysoko. W starszych kolekcjach, które mieliśmy, nadruki na bodziakach i bluzeczkach po kilku praniach nie były już tak idealne, jednak później producent wprowadził zmiany, bo ubranka z nadrukami z nowszych kolekcji spisywały się świetnie w praniu. Pinokio to wyższa półka cenowa w porównaniu z markami, które opiszę za chwilę, jednak uważam, że ubranka naprawdę są warte swojej ceny.

  • Dartomik
Kolejny polski producent, na którego warto zwrócić uwagę. Możecie nie kojarzyć tej nazwy, bo z tego co mi wiadomo, firma nie promuje się w żaden sposób i nie próbuje zaistnieć w świadomości klientów jako marka. Ma to swoje plusy. Brak działań marketingowych przekłada się bowiem bezpośrednio na cenę, która jest bardzo atrakcyjna. Na początku, nie byłam przekonana do ubranek tej firmy. Nie robiły one na mnie takiego wrażenia jak Pinokio. Jednak skusiła mnie cena oraz fakt, że ubranka robione są z polskiej bawełny, z cenionej wytwórni Teofilów. Nie zawiodłam się. Materiał jest rzeczywiście dobry. Dodatkowym plusem jest fakt, że ubranka nie mają żadnych metek, ani wszywek, które mogłyby podrażniać skórę dziecka. Dartomik nie ma konkretnych kolekcji. Jednak bogactwo dostępnych wzorów jest przeogromne, więc myślę, że każdy – niezależnie od gustu – znajdzie dla siebie jakąś perełkę. Synek nosił bodziaki, bluzeczki, spodnie bawełniane i dresowe pumpy. Pumpy są naprawdę fajne, jednak za każdym razem musiałam wszywać w nie gumeczkę, bo niestety – bezuciskowy pas nie trzymał się. Mimo wszystko, nie uważam tego za wadę. Spodnie bawełniane są wygodne, tyle że do bólu zwykłe. Bardziej sprawdzały się u mnie w roli piżamki niż spodni wyjściowych. Najbardziej przypadły mi do gustu bodziaki i bluzki. Nie mam do nich zastrzeżeń. Są dobre jakościowo i świetne w użytkowaniu. Mogę je polecić z czystym sumieniem.

Witaj w świecie Pięknych Rzeczy. Podoba Ci się tutaj? Polub proszę nasz profil na Facebooku, aby być z nami w kontakcie. Zachęcam Cię także do zostawienia komentarza pod artykułem! :)

  • Lupilu (i inne marki z Lidla)
Odzież dziecięcą z Lidla zarekomendowała mi koleżanka, z którą dzieliłam szpitalną salę pod koniec ciąży. Jednak pierwsze ubranka kupiłam w tym sklepie dopiero jak synek miał dwa lata. Uznałam, że to strzał w dziesiątkę. Przystępne ceny, fajne, casualowe wzory i dobra jakość. Naprawdę, bardzo cenię te ubranka, a mój synek nosił już prawie wszystko: spodnie, bluzki, bluzy, podkoszulki, bokserki. Wszystkie te rzeczy są wygodne i wyglądają bardzo dobrze, nawet po wielu praniach. Nie kulkują się, a nadruki się nie ścierają (piorę w temperaturze 40 st.). Jest to dla mnie ogromna zaleta, dlatego w obecnej chwili Lupilu to połowa garderoby mojego czterolatka. W tym roku skusiliśmy się też na odzież wierzchnią: kurtkę, spodnie zimowe, czapkę, buciki. Jedynie spodnie kombinezonowe nie zdały egzaminu. Synek nie lubi w nich chodzić. Rzeczywiście, po założeniu sprawiają wrażenie niewygodnych, widać że synkowi ciężko się w nich poruszać. Natomiast z pozostałych rzeczy jestem bardzo zadowolona. Jednak jeśli stawiacie na oryginalność w stylu dziecka, to raczej nie jest marka dla Was.

Pamiętam, jak pierwszy raz kupiłam ubranka Lupilu, a dwa dni później założyłam je synkowi do klubu malucha. Trzy czwarte dzieci miało na sobie tego dnia różne ubranka z tejże oferty. Ostatnio byliśmy w przychodni. Mój synek zaczepił innego chłopca słowami: „O, masz taką samą kurtkę, jak ja.”. Na co chłopiec odparł głosem eksperta: „Bo wszyscy mają takie kurtki”. No cóż – taka popularność może też świadczyć na korzyść tej marki. Chociaż muszę przyznać, że z tą powtarzalnością, od jakiegoś czasu, nie jest aż tak źle. To dlatego, że kolekcje dziecięce pojawiają się teraz częściej i są bardziej zróżnicowane. Jeszcze 2 – 3 lata temu, ubranka pojawiały się w Lidlu rzadko i zawsze były momentalnie rozchwytywane – przez co ciężko było coś „upolować”. Obecnie ten asortyment jest często w ofercie, a wszystko jest szyte w dość dużej gamie wzorów i kolorów. Przez co, po pierwsze – dużo łatwiej coś kupić, a po drugie – jest szansa, że jednak nasze dziecko nie będzie wyglądać jak pół grupy przedszkolnej… co najwyżej nieco podobnie ;) Niemniej, dla mnie to i tak nigdy nie stanowiło problemu. Dopóki synkowi będą się podobały te ubranka, a marka będzie utrzymywała ich jakość, to zamierzam robić ciuszkowe zakupy w Lidlu.

  • YO! (Yorker)

Jest to polska marka, która ma w ofercie głównie bieliznę dziecięcą i dodatki, czyli: skarpetki, rajstopki, legginsy, getry, nakolanniki, czapeczki, rękawiczki, itp. Ceny są naprawdę przystępne, a cały asortyment jest dostępny w tak ogromnej ilości wzorów i kolorów, że jest w czym wybierać. Szczególnie cenię bawełniane rajstopki tej firmy, ponieważ, mimo intensywnego użytkowania, długo pozostają jak nowe. Zdarzyło się kilka razy, że kupiłam synkowi rajstopki innej marki i najczęściej byłam zawiedziona, ponieważ kulkowały się po pierwszym użyciu. Postanowiłam więc już nie eksperymentować i pozostałam wierna marce YO! Bardzo lubiłam rajstopki dla niemowląt, ze ślicznymi wzorkami na pupie, które fajnie wyglądają u raczkujących maluszków. Kolejna rzecz to skarpetki. W tym temacie również przoduje u nas Yo! Mój synek nie lubi chodzić w kapciach, więc najczęściej kupuję mu skarpetki z tzw. ABS-ami, czyli gumowymi wzorkami na podeszwie, które zapobiegają ślizganiu się. Przy okazji zdradzę Wam mój patent na skarpetki, które uwielbiają się pojedynczo gubić lub zawieruszać. Zawsze kupuję po kilka takich samych kompletów, dzięki czemu łatwiej mi znaleźć dwie sztuki do pary. Podobnie robię z rękawiczkami. Po tym, jak synek zgubił w przedszkolu swoje wypasione rękawiczki, kupiłam mu kilka par łapek YO! na sznurku. Akrylowe z nadrukowaną strażą pożarną oraz zwykłe frotte. Sznureczki nie zdały egzaminu – urwały się od razu w każdej parze. Miałam wrażenie, że po prostu były trochę z krótkie. Natomiast same rękawiczki – super. Synek bardzo je polubił. Szczególnie polecam te w wersji frotte, ponieważ są milutkie w dotyku i dość rozciągliwe, dzięki czemu przedszkolak z łatwością samodzielnie je zakłada. W praniu też spisują się świetnie. Z innych produktów tej marki, mogę polecić jeszcze golfiki, których używa się zamiast szalika. Są dużo bardziej praktyczne, ponieważ łatwiej i szybciej się je zakłada, co jest istotne w przypadku dzieci żłobkowych i przedszkolnych. Po drugie, dużo lepiej spełniają funkcję szalika, gdyż dobrze przylegają do szyi.

Jeśli znacie marki, które opisałam, to z pewnością zauważyliście, że przede wszystkim stawiam na wygodę dziecka i jakość ubranek. Nie bez znaczenia jest również cena, z dwóch powodów. Po pierwsze, dzieci dość szybko wyrastają z ciuszków, a po drugie kupuję zawsze większe ilości rzeczy, gdyż wymagają one częstego prania. Dlatego tak kalkuluję ilości, aby nastawiać pełną pralkę z ubrankami dziecka, raz w tygodniu. Staram się, aby ubranka, a w szczególności bielizna były z bawełny. Cenię rodzimych producentów – jedyną zagraniczną marką wśród opisanych jest Lupilu. Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z dziecięcymi ubrankami. Gdzie kupujecie, jakie marki polecacie? Zachęcam do komentowania.

(Wszystkie załączone zdjęcia pochodzą ze stron opisywanych producentów).