Czy Was też dopada czasem taki paradoks, że niezależnie od tego czy macie dużo obowiązków czy mało, to i tak brakuje wolnego czasu?

Zawsze się tłumaczę, że dom, dziecko, prowadzenie firmy… tak – mam dużo obowiązków. Zdarza się jednak czasami, że jest weekend, dziecko u dziadków, w firmie w miarę czysta sytuacja, a i tak czas mi gdzieś ucieka i nie jestem w stanie zrealizować nawet połowy zadań, które sobie wyznaczyłam. Zaczęłam się zastanawiać gdzie ten czas mi ucieka i traf chciał, że wpadły mi w ręce jakieś artykuły o zarządzaniu czasem. Postanowiłam więc wziąć tę sprawę pod lupę :)

ETAP PIERWSZY
Przez kilka dni zapisywałam co robię w ciągu dnia.

Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ tu chodzi o to, żeby wyłapać szczegóły. Najlepiej więc ustawiać sobie budzik, żeby dzwonił np. co kwadrans lub co pół godziny. Gdy zadzwoni, trzeba skrupulatnie zapisać wszystkie czynności, które wykonywaliśmy w tym czasie.
Tak – to brzmi strasznie. Tak, to jest męczące ;) Ale warto się przemęczyć przez kilka dni.

ETAP DRUGI
Analiza

Wiecie co odkryłam? Że tracę naprawdę dużo czasu! Już mówię na co:

  • Sieci społecznościowe, ciekawe artykuły na blogach i w różnych serwisach: Wydawało mi się, że tylko zerkam na chwilę co słychać, a okazało się, że te chwile wydłużają się nawet do kilkunastu -kilkudziesięciu minut!
  • Przerywanie wykonywanych zadań: Okazało się, że żadnego z zadań nie wykonuje w całości do końca, bo w międzyczasie: sprawdzam pocztę (i odpisuję na firmowe maile), sprawdzam telefon (i odpisuję na smsy), przypominam sobie o czymś ważnym do zrobienia w domu i idę to zrobić, nadchodzi pora posiłku dla dziecka itp. itd… Jasne, wiadomo że praca w domu jest trochę bardziej uciążliwa, ale ciągłe przerywanie zadań i przeskakiwanie między nimi powoduje, że tracę koncentrację i przez to każde zadanie wykonuję dłużej.

ETAP TRZECI
Wprowadzanie planu naprawczego :)

  • Planowanie. Zaczęłam zapisywać sobie na kartce co mam do zrobienia w danym dniu. Po wykonaniu danej czynności skreślałam ją z listy. Miło jest patrzeć jak ubywa nam pracy i jest to szalenie motywujące!
  • 3 do 12. Pamiętam jeszcze ze studiów taką złotą zasadę 3 do 12 – czyli zrób trzy najważniejsze (lub najtrudniejsze) rzeczy zrób do godziny 12. Z mojej kartki z zadaniami wybierałam więc trzy najważniejsze rzeczy i stawiałam przy nich wykrzykniki. Starałam się wykonać je w pierwszej kolejności.
  • Nie przeszkadzać! Przed przystąpieniem do ważnej pracy starałam się zminimalizować ryzyko, że coś lub ktoś mi ją przerwie.
    (Dziecko nakarmione, przewinięte, zabawione, ja również nakarmiona i po kawie ;) Wyłączona poczta, wyłączony Facebook itp…). Wiadomo, że mając w domu dziecko przerywanie jest nieuniknione :) ale prawdę mówiąc bardziej rozkojarzało mnie kompulsywne niemalże sprawdzanie poczty i FB, które też są częścią mojej pracy.
  • Zaplanuj przerwy! Nie samą pracą człowiek żyje. Krótkie wyjście na kawę do kuchni (lub dłuższe wyjście na spacer z dzieckiem – w przypadku mam pracujących w domu:) ) potrafi świetnie zregenerować.

… i tak oto bez przerw udało mi się napisać ten oto wpis :)