Kalambury (2). 30 haseł do zabawy ze starszymi dziećmi

Home/Strefa Rodzica, Wychowanie i Rozwój/Kalambury (2). 30 haseł do zabawy ze starszymi dziećmi

Niedawno napisałam tekst, który miał zachęcić do zabawy w kalambury i inne tradycyjne gry, które nie wymagają żadnych sprzętów, gadżetów i plansz. Wpis można przeczytać tutaj: Czy warto grać w Kalambury? 30 haseł do zabawy z dziećmi. Znajdziecie w nim odpowiedzi na pytania: jak grać w kalambury i jakie zalety ma ta konkretna zabawa z dzieckiem. Na końcu wpisu zamieściłam też 30 prostych, jednowyrazowych haseł do gry z najmłodszymi dziećmi.

Statystyki odwiedzin zdradziły mi, że wpis ten nadal cieszy się dość dużą popularnością, dlatego postanowiłam rozwinąć temat i dodać kolejny etap gry, czyli odrobinę trudniejsze hasła do zabawy ze starszakami. Mam na myśli dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Poniżej znajdziecie 30 ponumerowanych boksów. Po najechaniu kursorem na odpowiedni prostokąt, odsłoni Wam się hasło do zgadywania. Miłej zabawy!

#01

Twoje hasło:

Kot w Butach

#02

Twoje hasło:

Cicha woda brzegi rwie

#03

Twoje hasło:

Kevin sam w domu

#04

Twoje hasło:

Pinokio

#05

Twoje hasło:

Zły, jak osa

#06

Twoje hasło:

Jajko mądrzejsze od kury

#07

Twoje hasło:

Ania z zielonego wzgórza

#08

Twoje hasło:

Cisza, jak makiem zasiał

#09

Twoje hasło:

Harry Potter

#10

Twoje hasło:

Czerwony kapturek

#11

Twoje hasło:

O psie, który jeździł koleją

#12

Twoje hasło:

Do wesela się zagoi

#13

Twoje hasło:

Panna z mokrą głową

#14

Twoje hasło:

Przyszła koza do woza

#15

Twoje hasło:

Złota rączka

#16

Twoje hasło:

Piąte koło u wozu

#17

Twoje hasło:

Rzucać słowa na wiatr

#18

Twoje hasło:

Świnka Peppa

#19

Twoje hasło:

Taniec z gwiazdami

#20

Twoje hasło:

Masz babo placek

#21

Twoje hasło:

Strach ma wielkie oczy

#22

Twoje hasło:

Paluszek i główka to szkolna wymówka

#23

Twoje hasło:

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

#24

Twoje hasło:

Kubuś Puchatek

#25

Twoje hasło:

Piękna i Bestia

#26

Twoje hasło:

As w rękawie

#27

Twoje hasło:

Alicja w Krainie Czarów

#28

Twoje hasło:

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta

#29

Twoje hasło:

Uderz w stół, a nożyce się odezwą

#30

Twoje hasło:

Awantura o Basię

Witaj w świecie Pięknych Rzeczy. Podoba Ci się tutaj? Polub proszę nasz profil na Facebooku, aby być z nami w kontakcie :)

Chemex – jak zrobić delikatną, pełną smaku kawę?

Chemex to dzbanek do zaparzania kawy. Nie jest to jednak zwykłe naczynie. Chemex urzeka pięknym i ponadczasowym designem, za co został wielokrotnie wyróżniony. Jednocześnie pozwala na zaparzenie bogatej w smak i aromat kawy, gdyż… za jego projektem stoi nauka!

Laboratorium kawy – jak smakuje kawa z Chemexa?

Chemex został stworzony w USA, w 1941 roku, przez niemieckiego chemika – dr Petera Schlumbohma. Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie Chemexu, dr Schlumbohm w swojej karierze opatentował ponad 300 projektów przeróżnych urządzeń. Jego pracy przyświecała idea, że produkty codziennego użytku powinny być funkcjonalne, atrakcyjne i proste w użytkowaniu.

Tak samo było z Chemexem. Dr Schlumbohm chciał stworzyć zaparzacz zachwycający designem, prosty w obsłudze, a jednocześnie wydobywający z kawy to, co najlepsze.

Jako chemik, świetnie rozumiał, jakie reakcje zachodzą podczas parzenia kawy i czym skutkują. Opracowana przez niego metoda zaparzania zmielonych ziaren pozwala na uzyskanie delikatnej kawy, o gładkim, herbacianym posmaku. Filtracja w Chemex wydobywa z kawy bogactwo smaku i aromatu, bez posmaku goryczki i kwaskowatości. Kawa jest pozbawiona osadów i fusów.

Jeśli chcesz zobaczyć i porównać oferty dzbanków i akcesoriów, kliknij tu: Chemex – porównanie ofert na Ceneo.

Dzbanek Chemex

Ponadczasowy design

Warto wspomnieć, że zgodnie z intencją twórcy, wygląd i funkcjonalność zaparzacza została doceniona. Chemex został bowiem wystawiony w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku jako przykład doskonałej formy użytkowej. Był też wybrany przez Instytut Technologii w Illinois jako jeden ze 100 najlepiej zaprojektowanych produktów współczesnych czasów.

Ekspresy do kawy - zobacz na Ceneo.pl

Co jest potrzebne do zaparzenia kawy w dzbanku Chemex?

Żeby precyzyjnie przyrządzić kawę w zaparzaczu Chemex potrzebne nam są: kawa (najlepiej biała, palona); świeżo przefiltrowana woda; dzbanek i papierowe filtry Chemex; regulowany młynek; waga kuchenna i minutnik. Oczywiście nie może też zabraknąć filiżanek, w których zaserwujemy aromatyczny napar.

Dzbanek do kawy Chemex

Proces parzenia kawy w dzbanku Chemex

Parzenie kawy w dzbanku Chemex jest dość proste. Należy tylko pamiętać o kilku zasadach. Na poniższych grafikach opisałam krok po kroku, jak przyrządzić kawę.

Dzbanki Chemex występują w kilku wersjach pojemnościowych. W najmniejszych zrobimy 3 filiżanki naparu (około 450 ml), a w największych aż 13 filiżanek (prawie 2 litry).

Dzbanek do kawy ChemexDzbanek do kawy ChemexDzbanek do kawy Chemex

 


Fot. Pixabay/CC0

Wpis zawiera linki afiliacyjne. Jak to działa? Jeśli wejdziecie przez nie na stronę Ceneo, a potem do któregoś z pokazanych tam sklepów, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką prowizję od serwisu Ceneo za polecanie produktu.

Badaczka e-uzależnień: Obniżanie wieku korzystania z urządzeń mobilnych przez najmłodsze dzieci może niepokoić

Już co drugie dziecko w wieku od 0 do 6 lat używa urządzeń mobilnych. Średnio korzystanie z telefonu czy smartfona rozpoczynają dwulatki. „Wiek inicjacji z roku na rok się obniża. To jest trend niepokojący” – przyznaje dr Magdalena Rowicka, psycholog, autorka badań „Brzdąc w sieci!”.

Zespół badaczy pod kierunkiem dr Magdaleny Rowickiej z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie zbadał, jak wygląda korzystanie najmłodszych dzieci z urządzeń mobilnych, takich jak telefon, smartfon, czy laptop. Celem projektu było poszukiwanie odpowiedzi na pytania: Jaki procent dzieci w wieku 0-6 lat korzysta z urządzeń mobilnych? Co dzieci robią w sieci? Dlaczego rodzice dają dzieciom urządzenia mobilne? Czy i jakie potencjalne zagrożenia związane z korzystaniem z urządzeń mobilnych dostrzegają rodzice?

Badanie wykazało, że nieco ponad połowa dzieci w wieku od 0 do 6 lat (54 proc.) korzysta z urządzeń mobilnych takich jak smartfon, tablet, smartwatch czy laptop. Wiek dziecka jest skorelowany z korzystaniem z urządzeń mobilnych – im starsze dzieci, tym więcej z nich korzysta z urządzeń mobilnych: dzieje się tak w przypadku trojga na czworo dzieci w wieku od 48 do 72 miesięcy.

Najwięcej, bo aż 75 proc. rodziców dzieci w wieku 5-6 lat przyznaje, że pozwala dzieciom na korzystanie z urządzeń mobilnych. W przypadku 3 i 4 latków jest to więcej niż połowa dzieci. Już co trzeci dwulatek używa urządzeń mobilnych i co dziesiąte dziecko do pierwszego roku życia (12 proc.). „Za dużo najmłodszych dzieci używa urządzeń mobilnych, a bardzo duży odsetek, bo aż 75 proc. z tych, którzy korzystają ma bez żadnej kontroli dostęp do Internetu” – zauważa Magdalena Rowicka, autorka badań.

Dzieci zbyt wcześnie zaczynają korzystanie z urządzeń mobilnych – średnio w wieku dwóch lat i dwóch miesięcy. „Zastanawiać i niepokoić może fakt, że im młodsze dziecko jest na chwilę obecną, tym wcześniej w swoim życiu zaczęło używać telefonów i tabletów, czyli obecne cztero-, pięcio- i sześciolatki zaczęły w wieku trzech lat, ale obecne trzylatki zaczęły w wieku dwóch lat, a obecne dwulatki zaczęły chwilę po skończeniu pierwszego roku życia” – wymienia dr Rowicka.

Wiek inicjacji korzystania z urządzeń mobilnych z roku na rok się więc obniża. „I to jest trend niepokojący. Na pewno jako psychologowie powinniśmy bić na alarm, że chyba nie tędy droga – ocenia badaczka, która zajmuje się uzależnieniami behawioralnymi, w tym e-uzależnieniami, a także profilaktyką.

Ponad godzina dziennie w sieci

Jeśli chodzi o czas korzystania dzieci z mediów to średnio spędzają na urządzeniach mobilnych godzinę 15 minut w dni powszednie, godzinę 20 minut w weekendy i godzinę 32 minuty w innych sytuacjach np. choroby.

Większość dzieci (88 proc.) korzysta wyłącznie z treści adresowanych do dzieci (filmy, bajki, gry, kolorowanki itp.). Niemal troje na czworo dzieci w wieku od 0 do 6 lat korzysta z urządzeń mobilnych podczas podróży samochodem (lub innym środkiem transportu), co drugie – podczas posiłków, a co dziewiąte – podczas toalety.

Dzieci do pierwszego roku życia korzystają z mediów godzinę dziennie, dwulatki – 39 minut, trzylatki – godzinę, czterolatki godzinę 10 minut, pięciolatki – godzinę 17 minut, a sześciolatki – półtorej godziny. „Zastanówmy się, czy już dzieciom w wieku 12 miesięcy to jest niezbędne i czy nic takiemu dziecku tego nie zastąpi” – komentuje dr Rowicka.

Rodzice zdają sobie sprawę z tego, że ich dzieci, zwłaszcza w tej starszej grupie wiekowej są sprytne, bo oglądają i sięgają po urządzenia mobilne także po czasie, który rodzice kontrolują.

Wśród pomysłów na kontrolowanie czasu dzieci na urządzeniach mobilnych, rodzice podawali zastosowanie blokady palcem, pozwolenie, aby przez godzinę dziecko miało telefon połączony z Internetem, a później już bez Internetu, instalowanie aplikacji rodzicielskich.

Większość dzieci (75 proc.) korzysta z urządzeń, które mają dostęp do Internetu, a zaledwie 5 proc. z urządzeń, które są offline. „Dawanie Internetu bez kontroli nie jest zależne od wieku” – podkreśla dr Rowicka. 82 proc. dzieci w najmłodszej grupie wiekowej (do 1 roku życia) korzysta z urządzeń, które są online. „Są to oczywiście urządzenia rodziców, rodzice nie wprowadzają w związku z tym żadnych zabezpieczeń” – wynika z badań.

Co piąte dziecko (20 proc.) posiada własne urządzenie mobilne. „Jeśli już dajemy dzieciom własny telefon, to zadbajmy, aby była w nim aplikacja dziecięca” – radzi ekspertka.

Zdaniem ekspertki, za dużo dzieci korzysta z urządzeń, które są online. „To niekontrolowanie może się, niestety, odbić czkawką, bo wtedy pewne nieadekwatne emocjonalnie treści mogą się wedrzeć” – uważa Rowicka. Zdaniem ekspertki, jeśli już coś udostępniamy najmłodszym dzieciom w Internecie, dobrze, aby było to pod kontrolą, bo na przykład jeśli puszczamy bajkę z sieci, to kolejna bajka może być np. „trolowana”, czyli nieodpowiednie treści mogą pod taką bajkę być podszyte.

Telefon zamiast niani i dla zabicia nudy

Badania pokazały również, że za często rodzice dają urządzenia mobilne dzieciom zwłaszcza kiedy nie mają siły, energii ani pomysłu jak spędzić czas z dziećmi, a wtedy telefon staje się swego rodzaju „nianią”.

Rodzice najczęściej dają dzieciom telefon wówczas, kiedy potrzebują wykonać jakieś inne czynności domowe np. posprzątać, czy ugotować. Telefon jest niemal traktowany jak smoczek. „Mówimy o dzieciach do szóstego roku życia, może warto np. znaleźć jakieś zadanie w ramach sprzątania, czy gotowania, aby takiego trzylatka, czterolatka, pięciolatka, czy sześciolatka zaangażować? Może nie od razu krojenie ostrym nożem, ale np. przebieranie ziemniaków itp.” – mówi dr Rowicka.

Inne sytuacje, w których rodzice dają telefon to, kiedy są zmęczeni i nie mają siły zająć się dzieckiem. „Naprawdę są bezpieczniejsze zabawki niż telefon, ale telefon jest najłatwiejszy, jest dostępny (…)” – podkreśla dr Rowicka.

Nieco ponad 80 proc. rodziców daje dzieciom urządzenia mobilne, kiedy dzieci się nudzą. „To oznacza, że dzieci w wieku 5-6 lat nie mają repertuaru innych czynności, zachowań, które przychodzą im do głowy, jak się nudzą” – uważa dr Rowicka. „Internet jest bardzo łatwo dostępny i jeśli małe dzieci nie są nauczone innych zachowań, to może spowodować, że niczego innego nie będą chciały próbować” – podkreśla badaczka.

„Najmłodsze dzieci chcą telefon, wyciągają rączki do telefonu. Dlaczego? Bo obserwują, że my korzystamy z telefonu, tabletów. Już od najmłodszych lat życia ta obserwacja, że my jesteśmy ciągle nosem w telefonie, że my się uśmiechamy, że my coś mówimy – wchodzimy interakcje i doświadczamy pozytywnych emocji. Dzieci to obserwują i później tego samego chcą” – uważa dr Rowicka.

Trzech na czterech rodziców daje telefon dziecku, kiedy nie ma innego pomysłu co robić z dzieckiem lub podczas podróży autem.

Dwie trzecie rodziców daje dzieciom urządzenia mobilne, gdy dzieci płaczą lub marudzą.

„To jest regulowanie emocji i tak nauczone dziecko w wieku dwóch lat, później, coraz starsze, również jako nastolatek, będzie znało tylko ten sposób poprawienia sobie nastroju. A właśnie te mechanizmy, uciekanie od negatywnych emocji, od tego, że nam się coś nie podoba, że jesteśmy zestresowani, a z drugiej strony oczekiwanie, że w tym telefonie będzie coś ciekawego, to są dwie równoległe ścieżki, które prowadzą do uzależnienia” – uważa badaczka.

Dostaniesz jak zjesz brukselkę!

Okazuje się, że większość rodziców (75 proc.) wykorzystuje Internet i urządzenia mobilne do negocjowania z dziećmi różnych rzeczy i przyznaje, że traktuje dostęp do urządzeń jako karę albo nagrodę. To niemalże sposób wychowywania dzieci przez szantaż i korupcję: jak coś zrobisz dostaniesz telefon, jak czegoś nie zrobisz – nie dostaniesz.

„To jest bardzo duży problem” – przyznaje ekspertka. „Traktowanie gier komputerowych, telefonu, Internetu jak nagrody jest nie najlepszym pomysłem. Odejdźmy od tego” – apeluje naukowczyni.

Jej zdaniem dużo lepszym pomysłem niż dawanie dziecku telefonu z Internetem jako nagrody jest raczej korzystanie z niego wspólnie z dzieckiem. „Nagrodą powinien być czas spędzany z rodzicem, bo jest to ciekawe, bo wchodzimy w interakcje, bo rodzic nam coś pokazuje, a nie sam telefon” – mówi dr Rowicka. Nie jest rekomendowane, aby dziecko używało urządzenia mobilnego samo, bez udziału rodzica.

„Już na etapie dwulatka szantażowanie, albo jak kto woli negocjowanie używania Internetu czy telefonu na zasadzie 'dam Ci jak zjesz brukselkę’ itp. jest pierwszym krokiem w kierunku nadużywania, a w konsekwencji nawet uzależnienia” – podkreśla Rowicka.

Prosta droga do uzależnienia

Z badań wynika, że rodzice zauważają zagrożenia związane z używaniem urządzeń mobilnych przez swoje dzieci. Rodzice opowiadali, że „dziecko nie potrafi kontrolować czasu korzystania z urządzeń mobilnych”; „jak mu się zabiera to krzyczy, kopie, uderza rękoma”, „przedkłada korzystanie ponad inne aktywności, to się staje dominujące”. Inne odpowiedzi rodziców to: „wykazuje zachowania niepożądane takie jak agresja, irytacja, histeria przy próbach ograniczenia”.

Niektóre zachowania, wymienione przez rodziców, jak np. utrata kontroli, zachowania „odstawienne” przejawiające się np. w postaci histerii, złości, agresji i poczucie, że czegoś nam brakuje – to jedne z kryteriów stosowanych do diagnozowania uzależnień w ICD 10 czy DSM-5.

Rodzic w paczce z telefonem!

Zdaniem badaczki, warto myśleć o tym, w jaki sposób wprowadzać dzieci w świat technologii.

Rekomendacje WHO, towarzystw pediatrycznych, klinicystów pracujących z dziećmi różnią się między sobą i podają średnio wiek, kiedy to urządzenie można dziecku pokazać od 18 do 36 miesiąca życia. Zaleca się, aby najmłodsze dzieci w ogóle nie miały kontaktu z urządzeniami mobilnymi a nawet ekranowymi.

Telefon czy tablet nie powinien być również dawany dzieciom na uspokojenie. Chodzi o to, żeby nie nauczyć dzieci, że to jest sposób na regulowanie emocji. „Jeżeli już dajemy dziecku urządzenie mobilne to razem ze sobą, telefon i ja: rodzic w paczce z telefonem, a nie zamiast mnie, żeby można było sobie coś porobić, a dzieckiem zajął się telefon” – radzi Rowicka.

Aby dzieci się nie uzależniły od telefonu, należy wspierać ich rozwój w obszarze emocjonalnym i kompetencji społecznych. „To te dwa obszary okazują się być najważniejsze później. Jeśli w tych obszarach są deficyty, to dojdzie do próby kompensowania sobie (…) jeżeli dzieci będą się denerwowały, nie potrafiły sobie z tym poradzić, to jest łatwa ścieżka do uzależnienia” – mówi Rowicka.

Rekomendacje dla rodzica i dzieci przygotowane przez badaczy to między innymi: rejestrowanie, ile razy sprawdzamy dziennie coś w Internecie, ustalanie limitów, także dla siebie, modelowanie zachowań poprzez zmniejszenie używania urządzeń mobilnych (zacznij od 1 h bez telefonu), wprowadzanie zasad ekranowych, organizowanie czasu dla dzieci bez mediów np. wycieczek.

Badanie „Brzdąc w sieci” było prowadzone przez Akademię Pedagogiki Specjalnej (APS) w 2020 r. współfinansowane ze środków FRPH. Badanie realizowano w schemacie mieszanym, na który składała się część jakościowa i ilościowa. W ramach badania jakościowego przeprowadzono 8 wywiadów grupowych (FGI) z rodzicami i 8 wywiadów (FGI) z dziećmi w wieku 5-6 lat. Dla zdywersyfikowania próby badania jakościowe były prowadzane w trzech lokalizacjach (Warszawa, Trójmiasto i Kraków).

W badaniu jakościowym udział wzięło łącznie 48 rodziców i 60 dzieci. Badanie ilościowe zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 2000 rodziców dzieci w wieku 0-6 lat.

PAP – Nauka w Polsce, Anna Mikołajczyk-Kłębek

Artykuł powstał na podstawie informacji przekazanych podczas webinarium „Brzdąc w sieci!” dla rodziców dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, nauczycieli i nauczycielek edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Webinar został zorganizowany w ramach programu Samsung CyfrOFFy kONtakt i odbył się 22 czerwca 2021 r.

Dr Magdalena Rowicka doktor nauk humanistycznych, psycholog, na co dzień pracuje w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie, zawodowo zajmuje się uzależnieniami behawioralnymi, w tym e-uzależnieniami, a także profilaktyką.

Fot. Pixabay.com/CC0

Klocki na Ceneo.pl

Zbuduj rafę koralową – recenzja gry Reef

Niech Was nie zwiodą proste zasady oraz kolorowe elementy gry wyglądające jak klocki dla maluchów. Owszem, Reef jest bardzo atrakcyjny wizualnie i tematycznie. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to pozycja skierowana do dzieci. Jednak zapewniam, że wytrawni gracze też będą zadowoleni. Reef to gra logiczna i mimo banalnych zasad, trzeba się nieźle nakombinować, aby zoptymalizować ruchy i zdobyć naprawdę dużo punktów.

Grę możecie kupić w Księgarni internetowej Inverso: tutaj.

  • Wygląd

Gra jest bardzo ładnie wydana. Piękna, kolorowa grafika przyciąga uwagę i zachęca do gry. Elementy rafy, które będziemy układać na planszy wyglądają jak klocki dla dzieci. Jest to zdecydowanie ich plus. Są duże i wystarczająco ciężkie, dzięki czemu łatwo się je układa, stabilnie leżą na planszy, a w dłuższej perspektywie – nie niszczą się.

  • Czas gry: 30 minut

  • Wiek: 8+

  • Liczba graczy: 2-4

  • Elementy gry

W pudełku znajdziemy następujące elementy:

  • Plansze dla graczy – na nich będziemy budować własną rafę;

  • Fragmenty rafy koralowej – klocki w czterech kolorach i kształtach do układania na planszy. Pamiętajmy, że maksymalna wysokość rafy to 4 elementy. Zaczynamy grę z 4 fragmentami w różnych kolorach;

  • Karty – zaczynamy grę z 2 kartami. W trakcie gry możemy mieć na ręku maksymalnie 4 karty;

  • Punkty zwycięstwa – zaczynamy grę z 3 punktami (przydają się, jeśli chcemy kupić wierzchnią kartę ze stosu, która nie jest jeszcze wyłożona jako karta do „darmowego” dobierania).

  • Zasady i mechanika gry

Gracze wykonują swoje ruchy po kolei. W trakcie swojej tury gracz ma 2 opcje do wyboru:

  • Dobranie karty – gracz dobiera kartę, która najbardziej pasuje do jego strategii – i na tym jego ruch się kończy;

  • Zagranie karty – zagrywając kartę gracz musi wykonać następujące czynności (w takiej kolejności, jak wymieniam poniżej):

  1. Dobrać fragmenty rafy, które są na górnej części karty
  2. Położyć dobrane korale na swojej planszy – to jest najważniejszy i często najtrudniejszy moment. Trzeba bowiem położyć elementy tak, aby nie zasłonić fragmentów rafy, za które za chwilę chcemy zebrać punkty. Jednocześnie musimy zaplanować ich położenie tak, aby w kolejnych turach umożliwiły nam zdobycie punktów. (Trzeba więc na bieżąco planować i kontrolować za jaki układ dadzą nam w przyszłości punkty pozostałe karty, które mamy na ręku.) Co ważne: liczą się tylko te fragmenty rafy, które widzimy patrząc z góry.
  3. Zebrać punkty za układ, który jest widoczny na dolnym obrazku zagranej karty. Jeśli udało nam się zbudować taki układ wielokrotnie – dostajemy wielokrotność liczby punktów widniejącej na karcie.

Tak wygląda gra w ogólnym zarysie (po szczegóły odsyłam oczywiście do instrukcji:) ).

  • Gra z dziećmi

Uważam, że gra jest bardzo rozwijająca dla dzieci w wieku szkolnym:

  • uczy planowania,

  • rozwija wyobraźnię przestrzenną,

  • uczy spostrzegawczości.

Dużym plusem w grze z dziećmi jest to, że w Reefie nie ma negatywnej interakcji między graczami, czyli „szkodzenia” sobie nawzajem. Jedynym takim elementem jest „podebranie” karty innemu graczowi, ale myślę, że zdarza się to raczej przypadkowo. W tej grze bowiem większe korzyści przynosi skupienie się na zdobywaniu punktów dla siebie.

Spokojnie możemy bawić się grą z młodszymi dziećmi, aby w przyjemny sposób rozwijać w nich wymienione wyżej zdolności. Świadomie użyłam wyrażenia „bawić się”, ponieważ o ile mechanika gry z pewnością będzie zrozumiała dla przedszkolaka, to jednak dziecko w tym wieku nie będzie moim zdaniem jeszcze gotowe na poważną rozgrywkę. Natomiast zabawa w układanie z rodzicem rafy tak, aby odwzorować układy na kartach z pewnością sprawi maluchom wiele frajdy i będzie bardzo rozwijająca.

  • Gra dla dorosłych

Powtórzę to, co napisałam na początku: niech Was nie zwiodą z pozoru proste zasady gry. Reef niesie wiele wyzwań dla wytrawnych graczy. Trzeba się bowiem mocno natrudzić, aby ułożyć sekwencję kart tak, żeby zoptymalizować ruchy i mocno zapunktować. Kluczem do sukcesu jest takie rozplanowanie rozgrywki, aby:

  • Punktować podczas każdego zagrania karty

  • Zbierać punkty za wielokrotnie ułożony wzór

Utrudnieniem jest to, że zazwyczaj przy zagraniu karty jesteśmy zmuszeni, aby wziąć kolory rafy, które nie pasują nam do układu, za który mamy zebrać punkty, więc musimy rozegrać turę tak, aby nie zasłonić układów, za które za chwilę zapunktujemy i jednocześnie przygotować sobie układ, który zapewni nam punkty podczas kolejnego zagrania karty.

Rywalizując z doświadczonymi graczami musimy skupić się na optymalizacji ruchów i bardzo dobrze przemyśleć dobór kart oraz kolejność ich zagrywania. W profesjonalnej rozgrywce liczy się dosłownie każdy punkt i nie ma mowy o przypadkowym wykładaniu kart lub braku planu na kolejne ruchy.

Podsumowując: rozgrywka jest dość dynamiczna, tematyka bardzo wdzięczna, a planowanie i kombinowanie sprawia dużą przyjemność zarówno dzieciom, jak i dorosłym, dlatego zdecydowanie polecam tę grę.

Wpis powstał we współpracy z Księgarnią internetową Inverso.

Pomysł na kobiecy biznes – własny butik online

W burzliwym roku 2020 wiele osób mierzyło się z nowymi wyzwaniami – również wyzwaniami zawodowymi. W wyniku lockdownu część z nas straciła pracę, upadały biznesy, zmienił się styl pracy. Niektóre z nas poczuły potrzebę zmian. Dlatego 2021 r. może być szansą na coś nowego – np. spełnienie swoich zawodowych marzeń. Jednym z popularnych pomysłów na kobiecy biznes jest własny butik online. Czy ciężko go założyć? Co trzeba wiedzieć na start?

Butik online – czy warto go założyć?

Popularność zakupów przez internet jest ogromna – dziś nikogo nie trzeba do tego przekonywać. Zamawianie jest proste i wygodne. Niekiedy też bardziej się opłaca. W internecie chętnie kupujemy przeróżne rzeczy – w tym również odzież damską, bieliznę, buty czy dodatki. Chętnych na zakupy nie brakuje. To dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy planują w ten sposób sprzedawać. To znaczy jednak, że również konkurencja jest spora. Niezależnie więc od tego, czy chcemy prowadzić e-sklep „na pełen etat”, czy jedynie sobie dorobić lub sprzedawać własną twórczość – do tematu własnego butiku warto podejść z głową.

Biznesplan dla butiku

Podjęłaś decyzję, by otworzyć swój własny butik online? To świetnie. Teraz musisz ustalić konkrety, czyli:

  • co będziesz sprzedawać w swoim butiku? (produkty własne, tworzone na zamówienie, odzież z hurtowni polskich, a może zagranicznych?)

  • gdzie będziesz sprzedawać? (czy założysz swoją własną witrynę sprzedażową, będziesz sprzedawać w ramach jednej platformy marketpace, czy kilku, a może będziesz łączyć sprzedaż stacjonarną z internetową?),

  • komu chcesz sprzedawać swoje produkty? (kto będzie Twoim klientem? Czy będą to ubrania dla młodych mam, ich dzieci, nastolatków, dojrzałych kobiet, a może dojrzałych mężczyzn?),

  • w jaki sposób chcesz promować swój biznes? (czy skupisz się na prowadzeniu kont w mediach społecznościowych, reklamie internetowej, reklamie na platformie sprzedażowej, a może tzw. poczcie pantoflowej?),

  • jakie formalności musisz załatwić? (jaką formę prawną wybierzesz dla swojej działalności, w jaki sposób będziesz się rozliczać?),

  • kto jest Twoją konkurencją? (jak na rynku radzą sobie butiki o podobnej koncepcji, jakie są ich mocne i słabe strony?).

W dalszej części artykułu przyjrzymy się dokładniej niektórym poruszonym wyżej kwestiom.

Skąd brać ubrania do butiku?

Tworzysz odzież własnoręcznie, projektujesz i szyjesz ubrania, a może prowadzisz szwalnię? W takiej sytuacji nie musisz zbyt długo się nad tym zastanawiać. Jeśli nie – nie przejmuj się. Aby prowadzić odzieżowy butik online, nie musisz być twórcą. Możesz kupować odzież bezpośrednio od projektantów lub z hurtowni. W ostatnim czasie dużą popularnością cieszy się rozwiązanie, jakim jest dropshipping. Jest to model logistyczny, który umożliwia sprzedaż odzieży i dodatków bez potrzeby ich magazynowania. Jak? Podpisując umowę z hurtownią dropshippingową, nie wchodzimy fizycznie w posiadanie towarów. Wysyłką towaru zajmuje się dostawca. Zadaniem sprzedawcy jest pozyskiwanie klientów i kontakt z nimi. Takie rozwiązanie pozwala na oszczędność środków. Do tego niesie dużo mniejsze ryzyko strat niż w przypadku, gdy towar kupujemy „z góry”.

Gdzie sprzedawać ubrania online?

To kolejna kwestia, o którą musimy zadbać. Sklep, również internetowy, musi mieć swoją witrynę. Wiele butików decyduje się na własną stronę internetową. To z pewnością efektowne rozwiązanie. Trzeba jednak pamiętać, że generuje koszty. Stronę internetową trzeba wykonać, utrzymać i aktualizować. Jeśli nie umiemy zrobić tego samodzielnie – zlecenie tego może sporo kosztować. Tańszą i wymagającą mniej pracy opcją jest sprzedaż produktów w marketplace, czyli na platformie skupiającej sprzedawców i promującej ich produkty.

Na polskim rynku mamy kilka opcji do wyboru. Najbardziej znanym serwisem tego typu jest Allegro. Od jakiegoś czasu możliwa jest też sprzedaż za pośrednictwem Facebooka. Twórcy nowatorskich pomysłów odzieżowych i rękodzieła mogą odnaleźć swoje miejsce na Etsy.com lub Pakamera.pl. Z kolei rozwiązaniem dedykowanym stricte modzie butikowej jest portal Butik.pl. W jego ramach sprzedawać mogą zarówno początkujące, jak i większe butiki online, a także sprzedawcy, którzy swoją działalność stacjonarną chcieliby przenieść do internetu.

Powyższy artykuł jest wpisem gościnnym.

Autor: Redakcja Butik.pl

Zdjęcia: Pexels.com/CC0

Walentynki – prezent dla Niej

Walentynki – wychodzę z założenia, że zakochani powinni świętować nie tylko raz w roku. Z jednej strony nigdy nie byłam fanką tego święta, a z drugiej strony – pamiętam, że zawsze miło było otrzymać chociażby malutki drobiazg z tej okazji. :)

Jeśli obchodzicie to święto, to z pewnością nie raz zdarzyło Wam się szukać inspiracji prezentowych. Śpieszę więc z podpowiedziami!

  • Wspólnie spędzony czas

Najważniejszy jest czas spędzony razem – i tu sprawdza się klasyka:  kino, teatr, kolacja. Niektóre pary decydują się na mniej sztampowe rzeczy typu wieczorny lot nad miastem, czy masaż czekoladowy dla dwojga. W dobie koronawirusa zapewne jednak przeważać będą: kino domowe i kolacja we własnym salonie. I super! Kilka świec i nastrojowa muzyka mogą sprawić, że wieczór będzie bardzo romantyczny.

  • Prezenty „dla Niej” – ekskluzywne podarunki czy zabawne gadżety?

Miłym akcentem romantycznego wieczoru jest wzajemne obdarowanie się prezentami. W zależności od wieku, długości związku i innych czynników mogą to być zarówno drobiazgi, jak i ekskluzywne prezenty – sami musicie ocenić, na jakim etapie jesteście i jaką osobowość ma osoba, której chcecie zrobić niespodziankę.

Dla jednych kobiet drogie perfumy, ekskluzywna biżuteria będą prezentem onieśmielającym i zbyt zobowiązującym.

Z kolei inne kobiety mogą się poczuć potraktowane bardzo niepoważnie, kiedy dostaną gadżet typu maskotka czy długopis z pluszowym serduszkiem.

Jeśli nie macie pewności, to lepiej wręczyć kobiecie bukiet lub nawet jedną, klasyczną czerwoną różę, niż popełnić faux pas dając prezent nieadekwatny do sytuacji.

  • Zabawne, przyjacielskie prezenty

  • Prezenty eleganckie

Poniżej znajdziecie konkretne przykłady –  propozycje wraz z linkami do porównywarki cen:

Wpis zawiera linki afiliacyjne. Jak to działa? Jeśli wejdziecie przez nie na stronę Ceneo, a potem do któregoś z pokazanych tam sklepów, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką prowizję od serwisu Ceneo za polecanie produktu.

Zdjęcia: Pixabay CC0; Serwis Ceneo.pl

 


Polska aplikacja wspiera szkoły w przeciwdziałaniu przemocy

Uczniowie będą mogli anonimowo powiadomić nauczyciela, że byli świadkami lub ofiarami przemocy rówieśniczej. A wychowawcy dostaną scenariusze zajęć przeciwdziałających bullyingowi – takie możliwości daje aplikacja RESQL, opracowana dzięki psychologom z Uniwersytetu SWPS.

Na całym świecie co najmniej 1 na 3 uczniów w wieku 13-15 lat doświadczyło lub doświadcza dręczenia. W Polsce prawie połowa uczniów przyznaje, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy przynajmniej raz była ofiarą przemocy. Problemowi temu chcą wyjść naprzeciw twórcy aplikacji RESQL – zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS wraz z partnerem technologicznym, firmą SPEEDNET. W aplikacji – zgodnie z zamysłem twórców – zastosowano wnioski z prowadzonych w polskich szkołach badań psychologicznych dotyczących przemocy szkolnej.

Aplikacja umożliwia uczniom anonimowe zgłoszenie incydentów przemocy – czy to fizycznej, czy to psychicznej. Zgłoszenie trafia bezpośrednio do wyznaczonych w danej szkole nauczycieli czy pedagogów. Uczniowie mogą więc – nie zdradzając swojej tożsamości – omawiać z dorosłymi nieprzyjemne sytuacje, z którymi mierzą się w szkole. W aplikacji dostępne są też materiały, które ułatwić mają nauczycielom właściwe zareagowanie na zgłoszenie, a także podjęcie decyzji lub działań po zgłoszeniu incydentu. Dodatkowo nauczyciele mogą korzystać z przygotowanych przez psychologów i pedagogów scenariuszy lekcji dotykających problematyki przemocy szkolnej. A uczniowie – czytać materiały dotyczące przemocy rówieśniczej.

Kierownik projektu psycholog dr Radosław Kaczan z USWPS w rozmowie z PAP mówi, że dręczenie przybiera różne formy i czasem dotyczy bardzo wrażliwych tematów – związanych z samooceną czy tożsamością danej osoby. To często sfery życia, o których młodym osobom trudno rozmawiać z kimś wprost. Psycholog liczy, że aplikacja stanie się dla dzieci i młodzieży bezpiecznym miejscem, w którym każdy chętny uczeń będzie mógł poruszyć te kłopotliwe tematy i uzyskać wsparcie w rozwiązaniu problemów w grupie rówieśniczej.

Psycholog zauważa, że w przemoc rówieśniczą wplątani są nie tylko sprawcy czy ich ofiary, ale również świadkowie. To bowiem, czy przemoc będzie kontynuowana, zależy w dużej mierze również od reakcji świadków. Dr Kaczan tłumaczy, że celem osoby dręczącej jest zwykle to, by uzyskać status w swojej grupie – np. znaleźć się w centrum zainteresowania lub stać się popularnym, respektowanym (niekoniecznie lubianym). Jeśli zaś zachowanie tej osoby spotka się ze sprzeciwem świadków – zachowanie może zostać wygaszone. „Jeśli wystąpi reakcja rówieśników przeciw przemocy, w 70-80 proc. przypadków bullying ustaje” – zaznacza dr Kaczan.

Sposobów na sprzeciw może być zaś wiele – nie zawsze musi być to bezpośrednia konfrontacja ze sprawcą przemocy. „Warto więc świadkom dawać narzędzia, by przerwali dane zachowania” – mówi dr Kaczan.

Dodaje, że przemoc fizyczna taka jak pobicia czy kradzieże jest łatwiejsza w diagnozie – świadkowie i ofiar nie mają bowiem wątpliwości, że mają do czynienia z przemocą. Jednak już przemoc psychiczna w grupach rówieśniczych nie jest taka łatwa do zidentyfikowania. Ile razy ktoś musi zostać usunięty z jakiejś klasowej grupy w medium społecznościowym, żeby to uznać za dręczenie? Kiedy żart z danej osoby przestaje być jedynie zabawą, a staje się bolesnym problemem? Aplikacja – i materiały w niej zawarte – mają pomóc rozwiązywać takie dylematy.

Zdaniem rozmówcy PAP niezbyt skutecznym sposobem walczenia z bullyingiem jest sytuacja, kiedy rodzic ofiary przemocy zwraca się z pretensjami do rodziców sprawcy. „To zwykle prowadzi drugą stronę do obrony swojego stanowiska, a nie do zmiany postaw” – mówi.

W jego opinii najskuteczniejszym sposobem radzenia sobie z bullyingiem są zmiany w dynamice grupy. A to da się zrobić choćby w ramach warsztatów prowadzonych w klasie. Mechanizmy bullyingu powinny być jednak zawsze omawiane tak, by nie wskazywać, kto rzeczywiście jest ofiarą bullyingu, a kto – sprawcą. Grupa jednak powinna poznać mechanizmy, jak sobie ze zjawiskiem skutecznie radzić. W ramach warsztatów warto – zdaniem psychologa – doprowadzić do spłaszczenia hierarchii w danej grupie: nauczyciel powinien być liderem, a cała klasa – jednakowo ważnymi członkami grupy. Tak, aby nie zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś walczy o pozycję w grupie kosztem innych.

„Przemoc nie jest nieodzownym elementem wkraczania w dorosłość i żadne dziecko nie musi jej doświadczać. Edukujmy nasze dzieci, by były wrażliwe na cudzą krzywdę i nie bały się rozmawiać o swoich problemach. To bardzo ważny element walki z tym zjawiskiem” – podsumowuje dr Kaczan.

Szkoły zainteresowane wykorzystaniem aplikacji RESQL mogą zdobyć o niej informacje na stronie projektu: https://www.resql.pl

Artykuł: PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

lt/ agt/

fot. Pixabay.com/CC0