Kilka dni temu byliśmy całą rodziną na imprezie plenerowej. Organizatorzy przygotowali mnóstwo atrakcji dla dzieci. Były dmuchane zamki ze zjeżdżalniami, ogromne mydlane bańki oraz wspomniana w tytule, trampolina. Do zabezpieczonej siatką trampoliny była dość długa kolejka, ponieważ pilnował jej animator, który wpuszczał tylko jedno dziecko na maksymalnie 3 minuty. Zdarzało się, że pozwalał wejść dwójce dzieci, ale pod warunkiem, że były mniej więcej w tym samym wieku i podobnego wzrostu. Część rodziców nie kryła oburzenia, przekonując, że przecież trampolina jest na tyle duża, że swobodnie mogłoby się tam bawić pięcioro lub sześcioro dzieci jednocześnie, co znacznie zmniejszyłoby kolejkę. Ja jednak cieszyłam się w duchu, że są ustalone reguły, bo oczami wyobraźni widziałam potłuczone głowy i zwichnięte kończyny. Tak, tak, przyznaję się – jestem przewrażliwiona na punkcie bezpieczeństwa dzieci.

Witaj w świecie Pięknych Rzeczy. Podoba Ci się tutaj? Polub proszę nasz profil na Facebooku, aby być z nami w kontakcie.
Zachęcam Cię także do zostawienia komentarza pod artykułem! :)

Kilka dni później natknęłam się na artykuł, który potwierdził moje obawy. Okazuje się, że zarówno dzieci, jak i dorośli coraz częściej ulegają wypadkom na trampolinach, a główną przyczyną jest nieodpowiednie używanie, brak zabezpieczeń oraz korzystanie z nieatestowanego sprzętu. Zachęcam do przeczytania artykułu z serwisu Edziecko: Coraz więcej wypadków na trampolinach. Winni rodzice? Ekspert: dorośli łamią większość zasad.

Problem korzystania z trampoliny podsumuję cytatem ze świetnego wiersza Juliana Tuwima – Skakanka:
Żeby kózka nie skakała, Toby nóżki nie złamała”. Prawda!
Ale gdyby nie skakała, Toby smutne życie miała. Prawda?

Wszystko jest dla ludzi, ale ważne, aby zawsze włączać myślenie i pamiętać o zasadach bezpieczeństwa. Szczególnie, jeśli chodzi o nasze dzieci.